Blogi za darmo Darmowe blogi
 
0

Tatry - niebo na Ziemi;-)

Autor: dziennikkamyczka. 11 wrz 2010. Kategorie: Bez kategorii

 

więcej fotek znajdziecie tutaj;)

 
0

Zakupy;)

Autor: dziennikkamyczka. 1 wrz 2010. Kategorie: Bez kategorii

Cały dzień łażenia po sklepach… i szukania odpowiedniej kurtki na piątkowy wypad w polskie, piękne góry:)

Coś takiego udało mi się upolować: 

…jak dobrze jest mieć pracujących kolegów w sklepach górskich;)  

 Jutro czaka mnie wczesna podbudka, 2h jazda pociągiem i zaliczenie praktyk wakacyjny… Fajnie będzie mieć już to z głowy;)

 
0

Weekendowe odwiedziny:)

Autor: dziennikkamyczka. 23 sie 2010. Kategorie: Praktyki po 4 roku, imprezowa

W piątek, od razu po praktykach, pobiegłam odebrać kumpelkę z dworca PKP. E. była teraz cały rok na erasmusie i trochę się za nią stęskniłam…

Pierwszy dzień, razem ze znajomymi z kajaków (w lipcu byłam sobie tydzień na kajakach - normalnie szkoła przetrwania!), spędziłyśmy na kręglach. Po nich zaprosiłam wszystkich do akademika… Trochę nas było… więc portier uparł się, żeby każdy dał legitymację. (E. spała w akademiku na waleta, więc nie mogła dać jej portierowi.) Uuuu ile ja się tam nauśmiechałam… w końcu powiedział, że jednak nie trzeba mu ich dawać.

Drugiego dnia już tylko z E. poszłyśmy podziwiać kajakarskie mistrzostwa świata. Nawet się nie spodziewałam, że tak mi się spodoba;) Potem był mały bifor w akademiku i trzeci dzień z rzędu impreza. Dotarłyśmy o 5.00 do akademika i znowu musiałam do tego samego portiera szczerzyć zęby:p

W niedzielę niestety trzeba było już się pożegnać z E.;/ Oczywiście odprowadziłam kumpelę na pociąg. Po powrocie z PKP dostałam maila z zawiadomieniem o wygranej! Ale radocha:)) Tak, tak wygrała 6 zaproszeń na Krushera do KFC. Dziś wykorzystam już dwa:p - zabrałam współlokatorkę:)

dziś to mi poprawiło humor:)

 
0

“I’m sorry, I’m an Erasmus”

Autor: dziennikkamyczka. 19 sie 2010. Kategorie: Bez kategorii

W wakacje w moim akademiku mieszka chyba więcej obcokrajowców niż Polaków. No i generalnie za bardzo ci cudzoziemcy:p się nie krępują, można wręcz powiedzieć, że czują sie jak u siebie w domu… Np. koleżanka gotowała sobie obiad w kuchni. Wiadomo umyła patelnię, nalała oleju, zostawiła na palniku i wróciła do pokoju. Gdy wydawało jej się, że patelnia będzie już odpowiednio nagrzana, wróciła do kuchni. Ku jej zaskoczeniu, na swojej prywatnej, ówcześnie przygotowanej patelni, ujrzała samotnie smarzące się kotlety! I jak tu się nie wkurzyć?!

 
0

Przedostatni tydzień praktyk…

Autor: dziennikkamyczka. 19 sie 2010. Kategorie: Bez kategorii

Kolejny tydzień praktyk spędzam w dziale leków gotowych. Są tam ze mną dwie naprawdę przemiłe panie;) z którymi bardzo dobrze mi się pracuje.

W tym tygodniu w końcu odważyłam się i wybrałam do RCKiK. Oddałam tam 10ml krwi do badań. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to zostanę zapisana do banku szpiku. Gdy przyjdzie co do czego i okażę się, że ten mój szpik komuś się może nadać, pewnie będę się tam strachać… ale uratować komuś życie… to jest dopiero czad! W poczekalni przy kawie i ciastkach:p porozmawiałam sobię z bardzo fajną dziewczyną, która dzień wcześniej oddawała krew, a teraz przyszła tylko ”doglądać” koleżankę. Po tej rozmowie obawy, co do oddawania krwi przeszły mi i myślę, że za niedługo pozbędę się tych 500ml.

 
0

Toksyczne związki:p

Autor: dziennikkamyczka. 13 sie 2010. Kategorie: inne

Wygląda na to, że cały weekend spędzę nie wychodząc z łóżka i namiętnie romansując z… wirusami i bakteriami:/

 
0

Kolejny dzień na wyrobach medycznych…

Autor: dziennikkamyczka. 10 sie 2010. Kategorie: Praktyki po 4 roku

Kolejny dzień na wyrobach medycznych (z relacji koleżanek - najnudniejszy dział) spędziłyśmy na salach operacyjnych. Ktoś mógłby zapytać: Po kija przyszłemu farmaceucie oglądać operacje?! Cóż… szczerze nie mam zielonego pojęcia, ale to na pewno ciekawsze od siedzenia i sprawdzania jakiś faktur (co jest głównym zajęciem studentów na tym dziale). Wracając do rzeczy. Pierwszy raz w życiu miałam okazję, zobaczyć na żywo pracę chirurgów. W sumie byłyśmy na dwóch operacjach: amputacji kończyny dolnej i na wycięciu woreczka żółciowego. O pierwszej za dużo nie mogę powiedzieć, bo po ok. 5-10 minutach zrobiło mi się słabo (nie pomogły dowcipy jednego z chirurgów o śmierci z kosą..; czy teksty w stylu: “Proszę się nie martwić, tą operację na pewno przeżyję ja, pani i to nie nasza noga”) i żeby nie robić za dużo kłopotu - wyszłam. Ale koleżanka(D.) twardo stała dalej. Dużo “atrakcji” w sumie mnie ominęło. D. bym powiedziała… dość czynnie brała udział w operacji. Odcinała kość za pomocą piły… i założyła trzy szwy (tak, tak, D. jest ze mną na roku, na farmacji i nie miała wcześniej nic wspólnego z nicią chirurgiczną). Druga operacja była przeprowadzana przy użyciu jakiegoś nowoczesnego sprzętu. Laparoskopowe usunięcie pęcherzyka żółciowego nie powiodło się i niestety musieli otwierać pacjentkę. Tutaj już byłam przy całej operacji. Po wszystkim, rozmawiałam sobie z jednym z chirurgów (z tym od dowcipów) na temat jego pracy. Dowiedziałam się, że takie operacje to tam w ogóle NIC, ludzie, którzy przeżyli obozy koncentracyjne, górnicy na kopalniach - to jest dopiero coś. On na pewno patrzy na to z innej perspektywy. Dla mnie chirurgia to jakiś kosmos. (Równiutko miesiąc temu byłam świadkiem nieudanej reanimacji po nagłym zasłabnięciu. Było to na Podkarpaciu, na weselu koleżanki i ten pan był mi zupełnie obcy, a i tak był to dla mnie wtedy mega szok).

Żarty przy takim operacyjnym stole w pełni akceptuję. Psychika ludzka ma jakaś wytrzymałość. Chyba każda operacja dla takiego lekarza to jakiś tam stres, który trzeba jakoś odreagować. Człowiek, który na maxa przeżywałby każdego pacjenta, długo chyba takim chirurgiem by sobie nie pobył i szyblo trafiłby pod opiekę kolegów psychiatrów…

Resztę dnia spędziłam najpierw z koleżankami z grupy w kinie (byłyśmy na “Poważnym człowieku” - dobry film), a potem w kawiarni przy starym rynku. No bo trzeba było przecież jakoś odreagować ten chirurgiczny dzień;)

 

 

 
0

Drugi tydzień praktyk

Autor: dziennikkamyczka. 9 sie 2010. Kategorie: Praktyki po 4 roku

 Dzisiaj zaczęłam tydzień na wyrobach medycznych. Tamtejsze kobiety są spoko;) nie jak te recepturowe babeczki - czepialskie na maxa.

 
0

Droga do przebaczenia (Reservation Road)

Autor: dziennikkamyczka. 7 sie 2010. Kategorie: Filmy

 Już  dawno  chciałam  obejrzeć   Droga do przebaczenia.  Miałam  na  ten  film nawet  kiedyś  darmowe  wejściówki…  hmm…  już  nie  pamiętam  dlaczego  z  nich  nie  skorzystałam:p  W każdym  razie  dziś  w  końcu  udało  mi  się  obejrzeć  ten  przejmujący  dramat. 

Pokrótce, film opowiada o pewnym wypadku samochodowym, w którym ginie 10-letni chłopiec. Sprawca wypadku ucieka z miejsca zdarzenia. Rodzina zamordowanego chłopca oczywiście domaga się sprawiedliwości. Gdy śledztwo policji nie przynosi oczekiwanych rezultatów, ojciec zamordowanego chłopca postanawia na własną rękę zająć się sprawą…      

Naprawdę trudno sobie wyobrazić, co może czuć rodzic, który z dnia na dzień traci swoje dziecko… Przed reżyserem czekało zatem nie lada wyzwanie. Osobiście uważam, że stanął na wysokości zadania i bardzo dobrze przedstawił obraz bólu po stracie bliskiej osoby. Niewątpliwie jest to również zasługa aktorów, którzy w rolach cierpiących rodziców są tutaj naprawdę bardzo przekonujący. “W drodze do przebaczenia” nie tylko widzimy strapionych rodziców, ale i sprawcę wypadku, pogrążonego w wyrzutach sumienia. Nie tylko współczujemy ofiarom całego zdarzenia. Twórcy filmu pozwalają nam polubić również sprawcę tej tragedii. Oglądając film ma się poczucię wewnętrznego rozdarcia, a potępienie mordercy nie jest wcale takie proste i oczywiste. Nic tutaj nie jest tylko czarne albo białe. 

    Film trzyma w napięciu do ostatnich minut, a finał zaskakuje i bardzo porusza. Takie kino uwielbiam:) Polecam!!! 9/10

 

 
0

Hej ho, hej ho, do pracy by się szło:D

Autor: dziennikkamyczka. 5 sie 2010. Kategorie: Praktyki po 4 roku, inne

Dziś w końcu zaniosłam swoje CV i LM do multikina. Chciałabym tam na okres wakacyjnych praktyk pracować… no zobaczymy, czy coś z tego będzie…

W aptece w sumie nie jest już źle, chociaż zawsze o coś się D. przyczepi:/ A gdy jesteśmy tylko we dwie, to już w ogóle daje czadu… Niby się tym nie przejmuję… ale w pewnym momencie tak mi się łapy trzęsły, że nie mogłam jednej substancji odważyć. W końcu poprosiłam D., aby odważyła… Naprawdę ciężko się odważa, kiedy ktoś nad tobą stoi… ehhh… ”Stresy” paraktykowania odreagowałam wybierając się z koleżanką na lody:p hmm… balonowe na Starym Rynku są przepyszne!

 

Tagi: ,

Copyright © 2012 kamyczkowekino Wszystkie prawa zastrzeżone. Theme: Laptop Geek. Spolszczenie: Adam Klimowski.